
Oszust nie musi włamywać się do systemu. Wystarczy, że Ty klikniesz w link albo wykonasz „pilne polecenie dyrektora”. Dlatego fałszywa wiadomość wygląda jak zwykła korespondencja.
Do kancelarii trafia najwięcej poczty, więc atakujący zaczynają tutaj. Chcą pieniędzy, danych i dostępu do systemu. Sekretariat bywa celem oszustwa „na dyrektora”. Większość ataków zaczyna się od wiadomości albo telefonu (rysunek 3).
Sprawdzasz innym kanałem. Gdy wiadomość prosi o kliknięcie, dane albo pieniądze, dzwonisz do nadawcy na numer, który znasz. Dzięki temu oszust nie podszyje się pod nikogo.
Takie oszustwo nazywa się phishingiem – od angielskiego „łowienia”. Przy SMS-ach to smishing, przy telefonach vishing. Oszustwo „na dyrektora” to phishing wymierzony w sekretariat.
Jak to wygląda. Wiadomość udaje sąd, kancelarię lub urząd. Często zawiera „pismo” do otwarcia (rysunek 4).
Co robisz. Nie klikasz i nie otwierasz załącznika. Zgłaszasz wiadomość. Czego nie robisz. Nie odpisujesz z pytaniem „czy to prawda?”. Oszust zawsze potwierdzi.
Pośpiech to narzędzie oszusta. Im bardziej wiadomość Cię pogania, tym wolniej ją czytaj.
Jak to wygląda. Dzwoni „kancelaria prawna”, „bank”, „sąd” albo „kurier”. Rozmówca mówi pewnie i pogania. Zobacz rysunek 5.
Po czym poznasz.
Co robisz. Mówisz: „Oddzwonię” albo „Proszę o pismo”. Numer instytucji bierzesz z akt lub z jej oficjalnej strony. Próbę wyłudzenia zgłaszasz, nawet jeśli nic nie podałeś.
Czego nie robisz. Nie podajesz adresów ani statusu pism niesprawdzonej osobie. Nie klikasz linków w SMS-ach o dopłatach.
Dlaczego. Adres podany przez telefon może posłużyć do nękania człowieka.
Jak to wygląda. Wiadomość przychodzi „od dyrektora” z adresu podobnego do służbowego. Prosi o pilny przelew, przesłanie skanów albo zmianę numeru konta. Zobacz rysunek 6.
Co robisz. Prośbę potwierdzasz telefonem na znany numer dyrektora. Czego nie robisz. Nie robisz przelewu na podstawie samego maila. Dlaczego. Pieniądze wysłane oszustowi rzadko wracają.
Co robisz. Tworzysz hasło z trzech lub czterech przypadkowych słów, np. „kubek-zegar-las-niebo”. Do każdego systemu masz inne hasło. Kod z SMS-a wpisujesz tylko wtedy, gdy sam się logujesz. Czego nie robisz. Nie podajesz hasła ani kodu nikomu, także informatykowi. Nie zapisujesz hasła na kartce. Dlaczego. Kto zna Twoje hasło, działa w systemie jako Ty.
Jak to wygląda. Archiwum .zip od nieznanego nadawcy, naklejony kod QR albo pendrive „z dokumentami do sprawy” od interesanta. Co robisz. Adres strony urzędu lub banku wpisujesz sam. Obcy pendrive oddajesz do pomocy IT. Czego nie robisz. Nie skanujesz kodów QR z przypadkowych kartek. Nie podłączasz obcych nośników. Dlaczego. Kod QR to ukryty link, a pendrive może zablokować pracę całej jednostki.
Jak to wygląda. Ekran zmienia kolor. Pojawia się licznik czasu i żądanie zapłaty. Pliki nie dają się otworzyć. Co robisz. Odłączasz sprzęt od sieci i dzwonisz pod numer z karty stanowiskowej. Komputera nie wyłączasz, chyba że każe tak pomoc IT. Czego nie robisz. Nie płacisz i nie piszesz do przestępców. Dlaczego. Szybkie odcięcie sieci chroni rejestr korespondencji.
Co robisz. Masz blokadę ekranu z kodem. Skaner masz ustawiony na stałe adresy w jednostce. Czego nie robisz. Nie wysyłasz skanów na adresy prywatne. Nie robisz zdjęć pism prywatnym telefonem. Dlaczego. Skan na złym adresie to wyciek danych.
Jak to wygląda. Czaty AI (programy, które piszą teksty na polecenie) są wygodne. Wszystko, co wkleisz, trafia do zewnętrznej firmy. Przestępcy podrabiają też głos dyrektora. Co robisz. Do publicznych czatów wklejasz tylko tekst bez danych ludzi. Nietypową prośbę „dyrektora” sprawdzasz telefonem na znany numer. Czego nie robisz. Nie wklejasz treści pism ani nazwisk. Dlaczego. Wklejonego tekstu nie da się wycofać z cudzego serwera.
Co robisz. Z internetu korzystasz w sprzęcie służbowym. Czego nie robisz. Nie łączysz sprzętu służbowego z darmowym Wi-Fi. Nie czytasz pism w miejscach publicznych. Dlaczego. W miejscu publicznym każdy może zobaczyć ekran albo podsłuchać połączenie.
Którą sztuczkę mogę spotkać najczęściej przy moim stanowisku? Komu powiem o zasadzie drugiego kanału?